RSS
piątek, 13 sierpnia 2010
No i stało się....

Znalazłyśmy się na wykopie. Bez naszej wiedzy i zgody.

Panie Kazimierzu, wiemy, że to Pana sprawka, poznajemy zdjęcia. Szkoda, bo bez komentarza w postaci bloga nasza idea nie została do końca zrozumiana. Inna sprawa, że niektórym i to nie pomaga (vide chamski komentarz, który zaraz opublikuję - o tak! nie będę kasować komantarzy, które mi się nie podobają.) Niestety ostatnimi czasy polskie społeczeństwo cierpi na stale obniżający się poziom poczucia humoru. Wystarczy spojrzeć na mnożące się młode kabarety. Co raz mniej kabaretow pokroju Hrabi i Kabaretu Moralnego Niepokoju. Nie trzeba już myśleć. Wystarczy, że facet przebierze się za babę. Nie dla każdego cieniutki, liryczny humor Poniedzielskiego. Nie dla każdego Mann i  Wasowski, nie dla każego nieodżałowany duet tego pierwszego i Materny. Zanika wspaniała tradycja kabaretu w Polsce. Wszystko robi się coraz bardziej idiotyczne. Jak amerykańska komedia o tym, że ktoś puścił bąka. Nie chodzi mi bynajmniej o to, że nasza akcja pretenduje do bycia czymś niezmiernie wysublimowanym. Biadam tylko nad tym, że brak w społeczeństwie jakiegoś wyczucia żartu. Czy prawdziwy pies o trzech nogach potrzebowałby podpisu?

A czy ktoś pamięta jeszcze o czymś takim jak pasja? Czy wartość stanowi już tylko praca, która daje dobrą kasę? Cóż, my pamiętamy i stąd nasz wybór. I - na Absolut! - niczego nie żałujemy!

Nie uważamy też, że życie polega na tym, żeby się dobrze sprzedać. Jakimś dziwnym trafem nie uznajemy siebie za towar.

I nie pójdziemy do logopedy!

(nie musimy)

I będziemy gestykulować!

I będziemy ubierać bluzki po mamie!

Ktoś napisał, że nie ma zapotrzebowania na filozofów czy myślicieli. Otóż, wydaje się, że jednak jest i to ogromne. Nie ma tylko popytu.

My za to mamy mnóswto pomysłów. W toku pisanie absurdalnego dramatu pt. "Pies bez nogi". W planach reaktywacja naszego zespołu (który być może zyska nową nazwę: Pies Bez Nogi), dzięki któremu, kiedy już będziemy sławne i bogate będziemy mogły czytać na Pudelku komentarze sfrustrowanych internautów o tym, jakimi jesteśmy maszkaronami. Nie łudzimy się, że ktokolwiek wykaże zainteresowanie naszą muzyką. Za to na okładce znajdzie się zdjęcie penisa. Dobre rady zawsze w cenie! Już zacieramy łapki!


PS. Nie ma czasu na pisanie bloga, bo okazuje się, że można dostać fajną pracę, bez wykazywania zainteresowania czyimkolwiek penisem. Pisanie i granie też zabiera czas.



 

 

czwartek, 08 lipca 2010
Nieuchronnie...

Projekt krawężnikowy powoli się kończy a w gazetach ciągle ogłoszenia jak zdarta taśma: poszukujemy programistów C++.

Rozważamy zatem:

1. zostanie płaczkami zawodowymi,

2. sklejanie okładek książek,

3. sprzątanie grobów,

4. opiekę nad zwierzętami,

5. kolejny projekt krawężnikowy.

 

Ad. 1. Dobrze płacą, ale trzeba umieć płakać na zawołanie. Robiłyśmy próby w domu, ale niestety wywołanie lamentu zabrało nam więcej niż wymagane na rozmowie kwalifikacyjnej 15 minut. Nie nadajemy się a mogło być tak pięknie:

Idą panny żałobne: jedne, podnosząc ramiona
Ze snopami wonnymi, które wiatr w górze rozrywa,
Drugie, w konchy zbierając łzę, co się z twarzy odrywa,
Inne, drogi szukając, choć przed wiekami zrobiona...
Inne, tłukąc o ziemię wielkie gliniane naczynia,
Czego klekot w pękaniu jeszcze smętności przyczynia.

(C.K. Norwid)

Ad. 2. Stanowi to atrakcyjną perspektywę nurzania się w oparach kleju, jednakże metraż naszego lokum nie pozwala na składowanie 4 tysięcy książek, czego wymaga pracodawca. Żegnając się z opcją płatnego odurzania się toniemy we łzach. Teraz mogłbyśmy biec na rozmowę kwalifikacyjną wpomnianą wyżej, niestety jest już za późno. Morze łez powiększa się i wpadamy w depresję. Pociesza nas fakt, że zawsze możemy sięgnąć po psychotropy, które zażywa nasz pies (cierpiący na nerwicę skutkiem homoseksualnych nadużyć ze schroniska, będący pod opieką psiego psychologa).

Ad. 3.  Mieszkamy blisko cmentarza. Byłoby idealnie...

Ad. 4.  Choroba psychiczna naszego psa uniemożliwia mu kontakty z innymi zwierzętami (ze względu na dobro tych drugich). Szkoda.

Ad. 5. Zbliża się. Nieuchronnie.

 

Wygląda na to, że będziemy wykonywać wiele różnych prac na czarno lub umowę zlecenie. Bez ZUSu. Nie martwi nas to jednak, gdyż jesteśmy głęboko przekonane, że w ciągu najbliższych lat ZUS upadnie. Zrówna się z ziemią. Zamieni się w pył. Runie w nicość. Rozpłynie się w antymaterii. Kopnie w kalendarz (Majów). Padnie jak pijak pod płotem. Wypije brudzia z kostuchą. Zwali się jak pomnik Lenina w Nowej Hucie.

 


 

Tak. Kochamy nasz ZUS, który uchronił nas już od założenia działalności gospodarczej.

środa, 07 lipca 2010
Relacja z posiadówki i dalsze losy

Happening, happening i po happeningu. Po miłej pogawędce z panami ze straży miejskiej usiedziałyśmy 3 godziny.

Pan ze straży miejskiej: Dzień dobry, co my tu mamy?

My: Yyy, mamy performance, rodzaj sztuki ulicznej.

Pan ze straży miejskiej: Acha, ja to z daleka widziałem i dlatego przyszłem (sic!), ale od razu wiedziałem, że to nie jest zwykłe zbieractwo. A pozwolenie macie?

My: No mamy, ale...yyy... nie przy sobie.

Pan ze straży miejskiej: Wypadałoby mieć.

I poszli.


 

 

Poznałyśmy wiele miłych osób, które wsparły nas finansowo i psychicznie.

 

To pierwszy z naszych ofiarodawców. Po chwili rozmowy z nami pobiegł do swojego dziadka aby wyciągnąć od niego kasę dla nas. To był napawdę niezapomniany moment, wzruszający, bezcenny. Dzię - ku - je - my!!

Otrzymałyśmy też wiele szczerych i serdecznych słów wsparcia i dobrych rad od starszych osób, które były jednocześnie zainteresowane czy głosowałyśmy na Tuska. Ale to akurat nie ta pani. Ona wzruszyła się losem naszego psa. Psa bez nogi.


 

Oprócz miłych komentarzy dało się słyszeć również zbulwersowane głosy tych, którzy byli zbyt młodzi, żeby zrozumieć, że pies bez nogi może mieć wszystkie nogi. Pozdrawiamy podstawówkę numer 6 z Gliwic zwiedzającą Rynek. Dziękujemy za nadjedzone lizaki, które nam zostawiliście!

Pewną podejrzliwość wykazał też młody człowiek z gitarą próbujący coś zarobić niedaleko naszego stanowiska. Prawdopodobnie w tym przypadku nie chodziło o psa bez nogi z nogą, ale o to, że wzbudzałyśmy nieco większe zainteresowanie niż jego niewątpliwy talent muzyczny.

Zrobiono nam również zdjęcia, które podejrzewamy o to, że znajdą się na demotywatorach. Kolego z komórką, ani nam się waż!

W sumie uzbierałyśmy 42 zł, dwie fajki i zdjęcia wywołane przez Pana Kazimierza (Panie Kazimierzu! Dał Pan nam zły adres mailowy! Pozdrawiamy Pana i Pańską córkę w Kanadzie! Prosimy o kontakt, gdyż jesteśmy ciekawe jak wyszła reszta zdjęć). Otrzymałyśmy też trzy śliczne różyczki od Pani Kasi.


Pani Kasiu! Czekają na Panią korale z naszej próby działalności gospodarczej! Prosimy o kontakt!

(Czekamy na obiecane kontakty. Do tej pory jakoś nikt się nie odzywa. Prawie. Pozdrawiamy kolegę z Kielc! Powodzenia przy wyborze studiów. Wszystko byle nie humanistyczne - pamiętaj co Ci mówiły starsze koleżanki!)

Najbardziej jednak spektakularnym efektem naszej posiadówki była oferta pracy. Przy krawężniku. Grabienie. Dziabanie grudek ziemi. Wyrywanie pojedyńczych trawek spomiędzy berberysu. Wszystko w miłej atmosferze spalin. Przyjęłyśmy propozycję z entuzjazmem.

W naszej nowej pracy poznałyśmy wiele miłych osób: Pana Zenka, który wyrzuca nasze wiadra pełne gruzu, Pana Stefana, który ciągle spieszy sie do domu i wyrywa węża do podlewania. Młodzi też są. Mirek i Romek uprawiają skoki na grabiach. Ela i Hela z prędkością światła grabią grudki ziemi nie brudząc przy tym swoich białych spodni. Panie Stonki nasadzają berberysy.

Spotykamy się też z zainteresowaniem kierowców. Oto kilka cytatów:

Młody w okularach: "Kicia, nie kurz tak."

Niedowartoścowany wyrostek: "Pracować robole!"

Pan bez zęba: "Co przeskrobałyście?"

Pan bez zęba 2: "Pani za ładna, żeby robić przy krawężnikach. Zatrudnić się w LG, tam gdzie ja, dobrze płacą, 1500. Źle? No!"

Jest cudnie. Pracodawca gratuluje nam odwagi, że  zdecydowałyśmy się podjąć takie wyzwanie po studiach humanistycznych. Czyżby się z nas nabijał?

My jesteśmy z siebie dumne!


ODWAGA I CIERPIENIE CZYNIĄ NAS SZLACHETNIEJSZYMI!

 

 

 

piątek, 28 maja 2010
Dzień 1

 

Miłośniczki Witkacego, absolwentki studiów humanistycznych, mające za sobą próbę podjęcia działalności gospodarczej i posiadające psa bez nogi - w bluzkach po mamie szukają pracy lub innego wsparcia, może być psychiatryczne. Każda pomoc się przyda.

 

Po latach wytężonej pracy intelektualnej skończyłyśmy studia. Studia humanistyczne... Przeglądając oferty pracy z przerażeniem odkrywamy, że nie jesteśmy programistami C++ i to nie nas szukają. Co teraz???

Pojechałyśmy po bluzkę do mamy, napisałyśmy część własnego dramatu, niestety żadna z tych rzeczy nie przyniosła nam pieniędzy.

Próbowałyśmy jeszcze śpiewać pod klatką, ale widząc skwaszone miny naszych sąsiadów wymyśliłyśmy inną akcję:

"Jesteśmy po studiach humanistycznych, nie mamy specjalizacji".


obok napisu mechaniczna zabawka głosząca koniec muzyki

 

Przygotowania... papiery, kartony, farbki, mazaki, pies, Pies bez nogi, burza mózgów. Szykujemy się na akcję, dobieramy akcesoria, modlimy się do współlokatora o fajki. Przeglądamy prognozy pogody na najbliższe dni. Jak popada to dupa blada. Nigdzie nie wyjdziemy. Nie, żebyśmy bały się deszczu, ale pies kwili jak jest mokry. W sumie wzbudziłby większą litość, ale nie o to nam chodzi.


 

Popalając fajkę wysępioną od współlokatora dobieramy lekturę, która umili nam czas przez te kilka godzin siedzenia na bruku.


Do zobaczenia w okolicach wrocławskiego Rynku!


 

 

Do zobaczenia w okolicach wrocławskiego Rynku!